2014-11-25 09:39:10Sędzia podczas odczytywania uzasadnienia wyroku dotyczącego skazania Daniela W. stwierdził, że „materiał dowodowy był dość bogaty”. Natomiast jeśli chodzi tylko o świadków naocznych zdarzenia, jakie miało miejsce na pasach na ulicy Kopernika – już taki bogaty nie był.
W zasadzie świadkiem naocznym był tylko pokrzywdzony Marcin Krzykowski, chłopak zmarłej Katarzyny Oleksy. Inne dwie osoby teoretycznie aspirowały do takiej roli, ale zeznały, że nie widziały tego wypadku.
- Wyjaśnienia oskarżonego i zeznania Marcina Krzykowskiego i tak były wystarczające do odtworzenia przebiegu tego zdarzenia, przy czym różniły się te relacje, bo poszkodowany twierdził, że doszło do wyprzedzania przed przejściem dla pieszych przez samochód kierowany przez oskarżonego, i to było według niego przyczyną potrącenia. Oskarżony z kolei zaprzeczył takiej wersji – mówił sędzia.
Daniel W. powiedział, że pieszych zauważył dopiero wtedy, kiedy był pięć metrów od nich. Zadaniem sędziego oznacza to, że „tak jakby nie patrzył w ogóle na drogę”.
- Nie wiem czym był zajęty, ale zauważenie pieszych pięć metrów pod nich obciąża oczywiście kierującego, który wie, że zbliża się do oznakowanego przejścia dla pieszych. Takie wyjaśnienia powodują, że nawet jakby jechał z dopuszczalną administracyjnie prędkością, to i tak by nie wyhamował, bo hamowany z maksymalną intensywnością pojazd jadący z prędkością 40 km/h do wyhamowania potrzebuje 20 metrów, a więc te 5 metrów byłoby i tak za mało – uznał Sławomir Wodowski.
W pewnym momencie, na jednej z rozpraw oskarżony powiedział w czasie składania wyjaśnień: „Pieszych zauważyłem na chodniku, blisko przejścia”. Podał przy tym, że byli oni nie mniej jak 1 – 1,5 metra od prawej krawędzi jezdni, „a to oznacza, że przeszli prawie całą szerokość jezdni, prawie całe przejście, bo szerokość jezdni w tamtym miejscu ma 9 metrów”.
- To wyjaśnienie jeszcze bardziej oskarżonego obciąża, a zupełnie wyklucza sugerowane też w pewnym momencie przez niego (Daniela W. – red.) ewentualne wtargnięcie pieszych na jezdnię, bo nie ma mowy o wtargnięciu, kiedy piesi pokonali już prawie całe przejście dla pieszych i znajdują się 1 – 1,5 m od prawej krawędzi jezdni. To świadczy o tym, że oskarżony nie obserwował tego, co dzieje się przed nim – dodał sędzia Sądu Rejonowego w Mławie.
Jeśli chodzi o zasady ruchu drogowego, które naruszył oskarżony, to jest przede wszystkim nie ustąpienie pierwszeństwa pieszym znajdującym się na oznakowanym przejściu dla pieszych. Ponadto kierowca bmw jechał z prędkością niedozwoloną w tamtym miejscu, a przepisy mówią, że „kierujący pojazdem jest obowiązany jechać z prędkością zapewniającą panowanie nad pojazdem, z uwzględnieniem warunków w jakich ruch się odbywa, w szczególności rzeźby terenu, stanu i widoczności drogi, stanu i ładunku pojazdu, warunków atmosferycznych i natężenia ruchu”.
- Jest to tak zwana zasada prędkości bezpiecznej, której oskarżony nie dochował, abstrahując od tego, że przekroczył prędkość dozwoloną, bo można jechać z prędkością dozwoloną, a ta prędkość nie jest prędkością bezpieczną, bo nie zapewnia panowania nad pojazdem – zauważył sędzia.
W tej sprawie bardzo istotna była opinia biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych, bo bez tej opinii nie dałoby się zweryfikować wersji wydarzeń przedstawionych przez oskarżonego i poszkodowanego.
Biegli wyliczyli prędkość na co najmniej 82 km/h, natomiast w chwili potrącenia była to prędkość nie mniejsza niż 70 km/h, natomiast Daniel W. zeznał, że jechał 50 km/h, zadając kłam tym wyliczeniom.
Biegli ponadto uzasadnili swoje wyliczenia ustnie przed sądem, gdzie odpowiadali na liczne pytania przede wszystkim ze strony obrońców Daniela W. Jednocześnie biegli wykluczyli wersję o tzw. wyścigach. Ich zdaniem, to, że oskarżony znalazł się na lewym pasie ruchu, gdzie doszło do potrącenia, wynika z za późno podjętych przez niego manewrów – próby ominięcia tych pieszych, ponieważ wyhamowanie pojazdu nie było możliwe z uwagi na jego nadmierną prędkość i zbyt późne zauważenie pieszych.
Oskarżony przyznał się oczywiście formalnie do popełnienia zarzucanego mu czynu, przy czym „jego linia obrony nie była tak do końca zgodna z tym przyznaniem, ponieważ próbował prezentować takie okoliczności, które wskazywałyby co najmniej na przyczynienie się pieszych”.
- Twierdził, że było ciemno, latarnie nie świeciły, co jest sprzeczne z protokołem oględzin, z którego wynika, że oświetlenie było włączone - świeciła lampa. Poza tym koresponduje to z wyjaśnieniami pracowników służb ratunkowych, czyli myślę tu o załogach karetek, załogach interweniujących wozów strażackich, z których wynika, że oni nie potrzebowali dodatkowego doświetlania miejsca wypadku i mogli tam udzielać pomocy. (…) To nie może obciążać pieszych, skoro było ciemno to oskarżony tym bardziej powinien zwiększyć swoją czujność i ostrożność, zbliżając się do przejścia dla pieszych – stwierdził sędzia.
Oskarżony zeznał, że jezdnia była mokra, oblodzona. Zdaniem sędziego także i w tym przypadku „powinien zwiększyć czujność i nie jechać szybko, bo wiadomo jak wygląda hamowanie na takiej jezdni. Natomiast z protokołu oględzin także nie wynika, żeby jezdnia była oblodzona – wynika tylko, że była wilgotna”.
Kolejnym następstwem obciążającym oskarżonego, oprócz śmierci 18-latki, było doznanie przez poszkodowanego w wypadku Marcina Krzykowskiego ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Biegły w ocenie sądu „uzasadnił to w sposób niezwykle przekonujący”. W tym przypadku wielomiesięczne już leczenie przebiega z poważnymi komplikacjami, wymagany był zabieg operacyjny, co także w orzecznictwie uznawane jest za element tej „ciężkości skutków w sferze zdrowia pokrzywdzonego”.
Jeśli chodzi o aspekty pozaprocesowe, przedstawiciel społeczny wspomniał o zniszczonej fiolce z krwią. Jednak w żaden sposób nie zostało dowiedzione, żeby to oskarżony brał udział w zniszczeniu tych fiolek. Mało tego, prokurator nie zarzucił oskarżonemu ani kierowania w stanie nietrzeźwości, ani pod wpływem środków odurzających czy substancji psychotropowych.
Co do orzeczenia kary, stała się ona najbardziej sporną kwestią w tej sprawie, jeśli chodzi o przemówienia stron, bo z jednej strony był wniosek prokuratora o 4 lata i 6 miesięcy pozbawienia wolności poparty przez oskarżycieli posiłkowych i pełnomocnika rodziny, a drugiej strony obrońcy wnosili o orzeczenie kary z warunkowym zawieszeniem jej wykonania.
Autor: lm
Poleć znajomemu | 
Inne wiadomości:
- Mławianie wybierają kina w innych miastach?
- Kto zostanie Mławianinem Roku?
- Irena Szewińska gościem na Gali Sportu
- Na hali sportowej jaśniej i oszczędniej
- W Strzegowie powstanie ośrodek wypoczynkowy. Szukają ludzi do pracy
- Sprawca wypadku w Ciechanowie aresztowany na 3 miesiące
- Do końca roku dla Mławy ALERT poziomu I
- Ferie. Bądźmy widoczni w zimowe dni
- „Zaczynam mieć podejrzenia, że utrudnia pan postępowanie”
- Przyjaciel Mławy pokieruje Sztabem Generalnym WP

dodał: ~daniel W • data dodania: 2014-12-02
? za śmierć człowieka, to nic. Taki człowiek jak on to nawet tego nie odczuje, bo nie ma sumienia.
… budzą się demony. Wielu z nas umiałoby dokończyć tę znaną na całym świecie frazę. Nie tak wielu jednak wie, że jest to tytuł sławnego obrazu hiszpańskiego malarza Francisca Goi z końca XVIII wieku. Hiszpania była wtedy słaba i podzielona, na co artysta chciał zwrócić uwagę. Podobnie głęboko była podzielona Polska, co zakończyło się dramatem. Dziś znowu, choć w innych okolicznościach, jesteśmy pogrążeni w emocjach, w „post-prawdzie” jak twierdzą uczeni. Czy polski rozum śpi?